Historia o tym jak nie wygrałem 25 tysięcy
Historia ta wydarzyła się na prawdę i nie jest wymyślona. Taki przypadek miał mój znajomy z czasów szkolnych, gdzie wśród chłopaków panowała taka moda na obstawianie zakładów bukmacherskich. Wtedy też udaliśmy się do lokalnego bukmachera wysłać swoje typy. Znajomy Maciek, bo tak miał na imię ów bohater tej historii, ostatni wygrał śmieszną sumę 32 złotych i wybierał wybraną. Obstawił pare kuponów i postanowił za dwa złote zagrać systemem "wysoki kurs". Tak też i zrobił, obstawił 25 meczy, za 2 złote. Jakież było jego ździwienie, gdy po wydrukowaniu kuponu, na kwitku było napisane, że do wygrania jest 25 tysięcy złotych. No cóż, życzyliśmy mu szczęścia i liczyliśmy, że postawi nam po piwie jak wygra. Minął wieczór i podniecony wydzwaniał do wszystkich ile meczy weszło mu do kuponu. Kolejnego dnia również byliśmy podekscytowani, kiedy dowiedzieliśmy się, że zostalo mu tylko kilka meczy. Wieczorem wspólnie oglądaliśmy je w telewizji i przeżywaliśmy je jakby to były miszczostwa świata. Wkońcu chodziło o 25 tysięcy, to nie mało kasy. Darliśmy się przy każdej akcji na boisku piłkarskim, skakaliśmy na kanapie, gdy mecze kończyły się tak jak na kuponie powinny się kończyć. Zostały jedynie dwa mecze. Dwa głupie mecze, to nieprawdopodobne. Przedostatnim meczem był mecz Wisły Kraków z kimś tam, komplenie zapomniałem. Jakież było nasze rozczarowanie kiedy to Wisła zremisowała, jak mi żal było Maćka, gdy widziałem łzy rozczarowania w jego oczach. Ostatni mecz jaki pozostał na kuponie, wszedł bez problemu, tylko ta głupia Wisła. No trudno, to tylko dwa złote, a może tylko dwadzieścia pięć tysięcy, zależy jak na to patrzeć. Jedno jest pewne, wygrana była strasznie blisko i była całkiem realna i w zasięgu ręki. Trudno, zarówno ja i Maciek będziemy grali dalej, a nóż kiedyś się uda. Dodam jeszcze, że tego samego dnia kiedy Maciek postawił ten kupon za dwa złote, postawił również kilka innych kuponów, w których łącznie wygrał coś ponad trzysta złotych, co prawda to nie tyle co dwadzieśćia pięć kawałków, ale dobre na otarcie łez.